Bajka o starym orzechu - teatr

okładka bajki

Na podwórku przedszkola Niezapominajka, niedaleko od piaskownicy i obok huśtawek, rośnie potężne, stare drzewo. To Stary Orzech. Jego pień jest szeroki i chropowaty, pełen drobnych pęknięć, w których chowają się biedronki i mrówki, a jego rozłożyste gałęzie dają przyjemny cień w ciepłe dni. Kiedy wiatr delikatnie porusza jego liśćmi, słychać cichy szum… jakby ktoś opowiadał historię. Najczęściej wtedy, gdy dzieci po wyjściu na podwórku ustawiają się dookoła niego.

Pewnego leniwego marcowego popołudnia, gdy powietrze pachniało już wiosną, a dzieci odpoczywały po obiedzie, Stary Orzech zaszeleścił:

– Posłuchajcie… opowiem wam o niezwykłym teatrze, który kiedyś stworzyły drzewa…

Dawno temu, w głębokim lesie, gdzie ziemię pokrywał miękki mech, a promienie słońca tańczyły między liśćmi, drzewa postanowiły zrobić przedstawienie.

– Zróbmy teatr! – zawołała Brzoza, której liście migotały jak złote iskierki.

Las natychmiast się ożywił. Zaczęto wybierać role. Dostojny Dąb został narratorem. Jego głęboki, spokojny szum miał opowiadać całą historię i prowadzić widzów przez kolejne wydarzenia. Smukłe Brzozy otrzymały rolę promieni słońca. Delikatnie kołysały się na wietrze, ich jasne pnie odbijały światło, a drobne listki migotały jak ciepłe, złote iskry. Wysokie Sosny zostały wiatrem. Potrafiły szumieć głośno i cicho, szybko i powoli — raz jak lekki powiew, raz jak silniejszy podmuch. Kolorowe Klony grały zmieniające się pory roku. Ich liście przybierały barwy czerwoną, pomarańczową i złotą, tworząc przepiękne obrazy jesieni. Rozłożysta Lipa została opiekunką lasu — dobrą, spokojną postacią, która troszczyła się o wszystkich i łagodziła spory. Małe Leszczyny grały dzieci lasu — ciekawskie, ruchliwe i pełne energii, delikatnie poruszały swoimi gałązkami, jakby zadawały pytania. Ciemnozielone Świerki zostały chórem. Ich igły cicho dzwoniły i szeptały, tworząc tło muzyczne dla całego przedstawienia. A niskie krzewy i paprocie? One były dekoracją — miękką, zieloną sceną, na której toczyła się cała historia.

Na tydzień przed końcem marca wszystko było już prawie gotowe. Ale na skraju polany stała Wierzba Płacząca. Jej długie, cienkie gałęzie opadały ku ziemi, jak zielone wstążki. Gdy wiatr je poruszał, brzmiały cicho i smutno, jakby opowiadały sekretną historię.

– Ona nie pasuje do naszego przedstawienia – szepnęła Brzoza.
– Jest za smutna – dodał Klon.
– U nas jest słońce i radość – powiedziała Sosna.

Wierzba tylko jeszcze bardziej opuściła swoje gałęzie. Próby trwały przez kolejne dni. Dąb opowiadał historię, Brzozy świeciły jak słońce, Sosny szumiały, Klony zmieniały kolory. Wszystko było piękne… ale czegoś brakowało. Pewnego wieczoru Dąb powiedział:

– Nasza historia nie jest pełna. Brakuje w niej czegoś ważnego.

Mała Leszczyna dodała cicho:

– Brakuje chwil, kiedy jest smutno…

I wtedy Dąb wpadł na pomysł.

– Potrzebujemy Wierzby. Ona zagra Deszcz.

Drzewa podeszły do niej.

– Bez ciebie nie opowiemy całej historii – powiedziała Lipa łagodnie.

Wierzba długo milczała. A potem jej gałęzie lekko się poruszyły. Zgodziła się.

Nadszedł dzień przedstawienia. Było to pięć dni przed końcem marca. Polana wyglądała niesamowicie. Słońce przebijało się przez liście, mech był miękki jak poduszka, a powietrze pachniało lasem. Zwierzęta zebrały się licznie. Na polanie, gdzie była scena, było pełno saren, lisów, zajęcy, jeży i sów.

Przedstawienie się zaczęło. Dąb opowiadał historię o lesie. Brzozy świeciły jak słońce. Sosny szumiały, jakby były prawdziwym wiatrem. Klony zmieniały kolory liści udając kolejne pory roku. Lipa opiekowała się wszystkimi, a zwłaszcza Leszczynami, które bawiły się i odkrywały świat. Świerki śpiewały cichą melodię.

A potem… pojawiła się Wierzba. Jej gałęzie opadły powoli. Zaszeleściła cicho. To był deszcz.

Delikatny, spokojny, prawdziwy. Las jakby na chwilę zamilkł. Zwierzęta w pierwszym odruchu zaczęły szukać miejsca schronienia przed deszczem. Po chwili jednak zdały sobie sprawę, że deszczu nie było. To tylko Płacząca Wierzba tak dobrze grała.

A kiedy deszcz w przedstawieniu minął i znów pojawiło się słońce, wszystko było jeszcze piękniejsze. Na polanie zapadła cisza. A potem wybuchły brawa. Najgłośniejsze — dla Wierzby.

Stary Orzech zakończył swoją opowieść spokojnym szumem:

– Bo w teatrze, dzieci… każda rola jest ważna. Nawet ta cicha. A czasem właśnie ona jest najpiękniejsza.

Liście okolicznych drzew zaszeleściły cichutko jakby w geście aprobaty. A wiatr zaś dopowiedział:

– Każdy ma swoje miejsce na scenie i w życiu.

Dzieci wróciły do sali. Kacper, który najlepiej znał się na kalendarzu i umiał nawet po angielsku wymienić nazwy wszystkich miesięcy, zapytał pozostałych:

- Kiedy drzewa miały przedstawienie?

- Na pięć dni przed końcem marca – odpowiedziała Halinka.

Kacper spojrzał na kalendarz. Odliczył od końca miesiąca pięć kratek. Na tym polu oprócz liczby 29 był też napis, który wyglądał następująco:

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ TEATRU

Marta przeczytała go, a Kacper stwierdził, że to dziś. I wszystkie dzieci jeszcze bardziej zdziwiły się jak mądre są drzewa oraz jak ich historia jest splecona z historią ludzi.



KONIEC



logo przedszkola niezapominajka

Bajka przygotowana przy wykorzystaniu AI (tekst chatgpt.com, ilustracje Microsoft Copilot)
poprawiana i rozbudowana przez nauczyciela wychowania przedszkolnego Marcina Dębińskiego
korekta językowa i redakcja Karolina Dębińska

stworzona dla Przedszkola Integracyjno-Językowego Niezapominajka
www.niezapominajka.net.pl